Z reguły jest to pierwszy dokument podpisywany przez strony transakcji sprzedaży udziałów lub spółki. Bywa także nazywany Memorandum of understanding, czy też non-binding offer (nie wiążąca oferta).

W dokumencie tym potencjalny kupujący wyraża chęć nabycia spółki, a strony oświadczają, że prowadzić będą w dobrej wierze rozmowy mające doprowadzić do zamknięcia transakcji (tzw. closing). Jego treść może być jednak dużo bogatsza i zawierać np. opis warunków brzegowych transakcji, harmonogram działań, czy też regulować zasady zachowania informacji w poufności.

Spotkaliśmy się z sytuacją, gdy kupujący mocno naciskał na podpisanie listu intencyjnego. W rozmowach przekonywał sprzedawcę, że to niewiążący dokument, który umożliwi przejście do kolejnego etapu poprzedzającego transakcję, tj. badania spółki (tzw. badanie due diligence). Czy warto zatem podpisywać pochopnie list intencyjny? Naszym zdaniem nie. I to z kilku powodów.

Po pierwsze, nie jest prawdą, że list intencyjny nie wywiera żadnych skutków prawnych. O ile faktycznie, co do zasady, nie jest to umowa, na podstawie której kupujący może dochodzić zawarcia umowy sprzedaży, to jednak wywiera pewne skutki. Dla przykładu, jeżeli w liście zgodziliśmy się nie prowadzić rozmów z innymi potencjalnymi kupującymi, to naruszenie tego obowiązku naraża nas na odpowiedzialność odszkodowawczą.

Po drugie, list intencyjny często wyznacza warunki brzegowe transakcji. Dla przykładu kupujący uzależnia nabycie udziałów lub przedsiębiorstwa od podpisania przez sprzedawcę umowy o zakazie konkurencji. Jeżeli następnie sprzedawca zerwie mocno zaawanasowane negocjacje z tego powodu, że nie zgadza się na zawarcie umowy o zakazie konkurencji, to poniesie odpowiedzialność za takie zachowanie. W praktyce może być zobowiązany do zwrotu kosztów obsługi prawnej, np. badania spółki, poniesionych przez potencjalnego inwestora przekonanego, że podpisanie umowy o zakazie konkurencji nie będzie stanowiło problemu.

Po trzecie, ustalenia zawarte w liście negocjacyjnym usztywniają naszą pozycję negocjacyjną. Jeżeli w liście zgodziliśmy się udostępnić kupującemu wszystkie dokumenty spółki, o które poprosi w ramach badania due diligence, to nie będzie nam łatwo odmówić ich wydania. Nasza pozycja negocjacyjna będzie bardzo słaba. Możemy być pewni, że druga strona powoła się na podpisany przez nas list intencyjny. Nie mówiąc już o tym, że zmieniając zdanie tracimy wiarygodność, tak potrzebną do doprowadzenia transakcji do skutku.

Jeżeli zmuszeni jesteśmy podpisać dokument bez pomocy prawnika, to zadbajmy o to, aby był jak najkrótszy. Usuńmy wszystkie punkty, które budzą nasze wątpliwości. Nie zapomnijmy także o dodaniu postanowienia potwierdzającego, że list nie nakłada na nas jakichkolwiek wiążących zobowiązań.

Jeżeli chcesz uniknąć pułapek związanych z podpisywaniem listu intencyjnego i dobrze zabezpieczyć swoje interesy w transakcji kupna lub sprzedaży spółki (przedsiębiorstwa), skontaktuj się z nami. Jesteśmy radcami prawnymi z wieloletnim doświadczeniem w tego typu transakcjach. O jakości świadczonych przez nas usług niech świadczą rekomendacje naszych klientów. Sprawdź je tutaj.